Szkolenie z 1997r

Nurtujące kwestie na temat szkoleń i doskonalenia umiejętności pożarniczych.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » czw 22 gru 2016, 23:29

@jgk
O ile mi wiadomo, jeżeli konstrukcja samochodu na to pozwala (aparaty zamontowane w oparciach siedzisk), to można zakładać aparaty już w drodze do pożaru, podczas jazdy:
http://strazacki.pl/szkolenia/oddychaj- ... m-poziomie
cytuje:
"Gdy jesteśmy w drodze na miejsce zdarzenia i od dyspozytora usłyszymy „pożar budynku mieszkalnego”, to włącza nam się sygnał, iż powinniśmy być przygotowani na wejście wewnątrz budynku. Pierwsza rota wtedy od razu zabiera się za zakładanie aparatów."
I do płonącego budynku będą jechać ode mnie 2-3 samochody, więc chyba lepiej bym zajął się rozdzieleniem zadań pomiędzy zastępy, niż biegał po zadymionym budynku...

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » pn 26 gru 2016, 17:21

Witam.To co zacytowałeś jest tylko zachowaniem osób jadących do zdarzenia.Cz właściwym ?
W BHP jest napisane jak powinni przemieszczać się ratownicy w pojazdach.Jest tam coś takiego.
Załodze pojazdu pożarniczego zabrania się w czasie jazdy:
1) wychylania się i otwierania drzwi;
2) zajmowania miejsc innych niż ustalone;
3) jazdy na stopniach i innych zewnętrznych elementach pojazdu;
4) palenia tytoniu;
5) opuszczania pojazdu;
6) prowadzenia zbędnych rozmów z kierowcą;
7) zdejmowania hełmów;
8) jazdy bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, w przypadku wyposażenia pojazdu w takie pasy.
Jak chcesz zapiąć pas bezpieczeństwa mając ODO na plecach kiedy w nomexie jest problem.To jedno a drugie ja by to wyglądało gdyby jedni mogli jechać w ODO bo nie maja pasów a inni nie bo mają.Trochę śmieszne,ale tak naprawdę chodzi o bezpieczeństwo ratownika w czasie wypadku.
Swojego czasu dopytałem w PSP i potwierdzili że nie wolno jeździć w ODO.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » śr 28 gru 2016, 17:52

Akurat mogę założyć aparat ODO bez rozpinania pasów. Mam tak wykonane siedziska, by się dało. Jeżeli nie ma wynikającego z przepisu zakazu to nie interesuje mnie interpretacja danego strażaka z PSP, która jest wyłącznie jego opinią. Co do wymienionych przepisów to tylko hełm muszę zdjąć, żeby maskę założyć.
A durne wytykanie nam czego nie wolno robić przez PSP skończyło się już wiele lat temu, gdy trafili na kilku upierdliwców którzy przestudiowali przepisy i okazali się na tyle bezczelni by wytykać błędy PSP - mniej więcej za każdą bzdurną uwagę w naszą stronę pięć pod ich adresem (żeby nie było - chodziło tylko o debilne uwagi w stylu czemu zdjąłeś hełm podczas akcji w środku lata, gdy połowa ich załogi nie miała hełmów na głowach). Bo kto zawsze przestrzega każdego przepisu niech pierwszy rzuci kamień....

PS. Zasłanianie się BHP w straży jest śmieszne. Dopóki nie zostaną opracowane specjalnie dla straży pożarnej osobne przepisy to niech mnie ustawodawcy w zad pocałują - będę im wytykał błędy i nabijał się do woli, bo tego zabronić mi nie mogą. A teraz zapytajcie swojego szkoleniowca od BHP co macie zrobić gdy:
- weszliście we 2 do płonącego budynku w ODO ze stalowymi butlami i znaleźliście nieprzytomną osobę ważącą 101kg - czy wolno Wam go wynieść we 2?
- płonie las z dala od drogi, linia gaśnicza jest złożona z wielu odcinków, ze względu warunki na miejscu powinniście się przemieścić jakieś 50metrów w tył i na prawo - czy wolno Wam przeciągnąć linię, która wypełniona wodą swoją wagę ma?
- jedziecie do akcji i słyszycie przez radio, że PSK woła Was raz za razem, ale ewidentnie Was nie słyszą - czy wolno Ci zdjąć hełm i do nich zadzwonić skoro radio ewidentnie nie ma zasięgu?
można by mieć więcej pytań, ale pierwsze 3 z brzegu myślę wystarczą...

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » sob 31 gru 2016, 18:12

Witam.
Powiem Ci jak według mnie powinno to wyglądać.
1)Co do ewakuacji zanim wejdziesz gdziekolwiek w ODO powinieneś mieć w gotowości rotę ratunkową,którą możesz wezwać do pomocy aby przeprowadzić ewakuację jeśli ratownicy są za słabi aby ewakuować osobę poszkodowaną.Jeśli takowej nie masz ( a powinieneś mieć dla własnego bezpieczeństwa) i zdany jesteś na siebie i kolegę z roty,nikt nie każe Ci nieść na rękach w powietrzu osoby poszkodowanej to nie jajko któremu pęknie skorupka.Wystarczy złapać pod ramiona jeden z jednej drugi z drugiej nogi pozostają w kontakcie z podłożem przez co nie dźwigasz poszkodowanego w całości lecz go wleczesz.Wleczonym nogom nic nie będzie a dzięki takiej technice można sobie spokojnie poradzić.
Masz ewakuować osobę poszkodowaną najszybciej jak się da bo nie jednokrotnie od tego zależy czy dana osoba przeżyje.Skoro było ODO to zadymienie i zatrucie wziewne czas ewakuacji i najszybsze podanie tlenu to priorytet.
2)Podstawowa zasada nie ma czegoś takiego jak przeciąganie nawodnionej lini gaśniczej.Odpinam linię od auta, wycofuje skoro jest to jedyna możliwość , buduje nową linię. Na wozie mam 200m 52 i 200m 75 nie powiesz mi że 1 rozwinięcie było na 400 m w pierwszej fazie akcji.
Jeśli nawet doszło do sytuacji że wyszło wszystko, istnieje coś takiego jak odwodnienie i alarmowe zwinięcie węzy, sprawnie działający zastęp odwodni i zwinie alarmowo potrzebną ilość sprzętu w bardzo krótkim czasie aby rozwinąć go w innym miejscu.
3)Co do łączności często spotykany przypadek,co nie znaczy że na telefonie wisisz aż dojedziesz na miejsce zdarzenia przez całą drogę.Niekoniecznie muszę zdejmować hełm.Uwierz da się rozmawiać mając hełm na głowie przerabiałem,ale łatwiej ustawić telefon na opcję głośnik tak robię i nie muszę przystawiać go bezpośrednio do ucha, słyszę wszystko a o to chodziło,proste a skuteczne rozwiązanie.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » sob 31 gru 2016, 18:52

@jgk
AD1) Żeby daleko nie szukać - ostatnie ćwiczenia na obiekcie w których braliśmy udział - zakład przemysłowy, wchodzący nie znają rozkładu pomieszczeń, do tego metalowe tarasy na halach z kilkoma poziomami. Poszkodowany znaleziony w bardzo zadymionej ale póki co nie objętej pożarem hali, na wysokości 2-giego piętra, na metalowym tarasie - dotarcie tam drugiej roty to z 5min jak nic, bo ani ci co znaleźli poszkodowanego nie potrafią powiedzieć gdzie są, ani inni po ich opisie do nich trafić. Ciągnięcie poszkodowanego po metalowych schodach możliwe jest tylko w 1 osobę bo są wąskie. Norma dozwolonego przez BHP ciężaru z pewnością przekroczona.
AD2) Nim udało się znaleźć pożar, na miejscu były 2 GCBA i 2 GBA - ze względu na odległość od brzegu lasu ciężko było znaleźć. Ze względu na zmienny wiatr i suszę ogień często zmieniał kierunek - ludzie biegali ze szpadlami próbując zatrzymać ogień. Wiatr zmienił kierunek i podsycił ogień który można było albo zatrzymać łamiąc przepisy BHP i przeciągając linię albo się cofnąć i umożliwić ogniowi dalsze rozprzestrzenianie (jak w 15sek zwiniesz i ponownie rozwiniesz odcinki to ja to chętnie zobaczę). Zgadnij co wszyscy jednogłośnie wybrali. Zwłaszcza, że na tym etapie dowódca zwrócił się już do PSK o kolejne GCBA bo zaczynało brakować wody.
AD3) A mój telefon ma słaby głośniczek i muszę go przytknąć do ucha, żeby coś słyszeć. Nie będę zmieniał prywatnego telefonu, bo ktoś wpadł na pomysł "cyfryzacji" w służbach (analogowe radio przy słabym zasięgu szumi ale przenosi sygnał, cyfrowe - jeżeli ramka nie spełnia normy jakościowej - odrzuca ją i nie słychać nic). Teraz w miejscach w których jeszcze 10 lat temu słabo bo słabo, ale słyszeliśmy się z PSK - teraz nie słyszymy się wcale i trzeba dzwonić...).

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » sob 31 gru 2016, 21:34

Nie wiem czemu ale coraz więcej pojawia się osób które na siłę chcą pokazać że to czy tamto jest nie właściwe.Prawda jest taka że gdybyś zsumował wagę sprzętu który powinieneś ze sobą zabrać nomex rękawice ODO maska latarka buty hełm podręczny sprzęt burzący itd to okazało by się że targasz z 80% tego co możesz podnieść. Dlatego jest zapis mówiący że w razie wyższej konieczności, czyli ratowania życia ludzkiego można odstąpić od przepisów i to ma sens.Natomiast narażać siebie i innych dla kawałka lasu jak dla mnie nie ma sensu .Pytanie co jeśli manewr się nie uda i ktoś zostanie poszkodowany lub gorzej weźmiesz odpowiedzialność na siebie ? Niekiedy z pozoru najkorzystniejsza decyzja może okazać gwoździem do trumny.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » ndz 01 sty 2017, 19:51

Jedyne co chcę pokazać, to że niewłaściwe są przepisy - są głupie i nieżyciowe. I niestety, ale zawsze gdy dowodzę, to biorę pełną odpowiedzialność za wszystkie decyzje - w tym te o "odstąpieniu od przestrzegania zasad BHP ze względu na wyższą konieczność". I jest dobrze póki jest dobrze, ale w razie co nikogo nie będzie obchodziła moja motywacja tylko będzie szukanie winnego. Dlatego uważam, że to przepisy powinny ulec zmianie. A skoro są jakie są to ja je "nazywam po imieniu" - głupimi, niedostosowanymi do realiów bublami. Bo tyle samo ryzykuje dla ratowania "tego głupiego kawałka lasu" co dla ratowania poszkodowanego. I zawsze będzie to moja wina, niezależnie od faktów, okoliczności ani motywacji. A tak być nie powinno. Bo żeby mieć "czystą dupę" to należało by co piątemu poszkodowanemu pozwolić zginąć. I dopuścić do ogromnych strat materialnych. Przykład? Mamy w okolicy proces - o zniszczenie płotu przez OSP. Płot był ceną uratowania domu właściciela tegoż płotu. Ale to nie obchodzi ani jego - "bóbka cwelowatego" - ani "jaśnie pana sędziego". I oczywiście gdyby dowódca nie poświęcił płotu, to nie uratowałby tego domu i też byłaby jego wina. I to co chcę pokazać, to że powinien być przepis nakazujący w takiej sytuacji idiocie pokrycie kosztów sądowych i zapłatę kary za marnowanie czasu sądu. A póki co nie wiadomo jak się to skończy. Poza tym, że jak usłyszę nazwisko tegoż debila jako że u niego się pali, czy że miał wypadek to powiem, że nie mogę jechać bo po biegu do remizy nagle źle się poczułem i mam zawroty głowy. Bo nie będę ryzykował procesu by pomóc debilowi. I zapewniam, że podobnie myśli każdy w naszym JOT z kim o tym rozmawiałem. Jak również w 2 sąsiednich jednostkach (jedna z nich to ta z której strażak został pozwany).

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » ndz 01 sty 2017, 22:27

Ale takowe przepisy istnieją lecz w uzasadnionych przypadkach.
Problem polega na tym że nie macie właściwego wsparcia że strony PSP oraz samorządu, w postaci prawnika który powinien się tym zająć,albo działając w czasie akcji ratowniczej o której piszesz podjęto decyzje które nie były wyższą koniecznością dla ratowania i tu podkreślę życia a nie mienia.Ta mała różnica o której wielu "dowódców" nie wie powoduje że mają potem problemy o których piszesz bo wychodzą z założenia że wszystko mogą.Powiem ci że znam przypadek że po dojeździe na miejsce był budynek z dwoma wejściami do jednej klatki z dwóch stron.Dowódca uzyskał zgodę od właściciela, aby drzwi wyważyć i tak zrobiono wyważono z jednej i drugiej strony.Problem wynikł kiedy okazało się że osoba wyrażająca zgodę była właścicielem tylko jednych drzwi a drugim był ktoś inny i zażądał odszkodowania.Nie odpowiem jak się to zakończyło bo nie wiem.Nie znam sytuacji o której piszesz i jaką rolę odgrywał płot o którym mowa (brak furtki, wąska brama,odległość do budynku od płotu tak duża że zabrakłoby odcinków węży,lub coś innego.) W każdym razie realizując działanie ratownicze trzeba pamiętać aby robić to tak by nie zwiększyć zniszczeń w mieniu chyba że jest to jedyne wyjście z sytuacji.Jeśli okaże się że było inna możliwość oznacza to że podjęto zła decyzję.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » ndz 01 sty 2017, 22:54

Paliła się stodoła na sąsiedniej posesji - gdy dojechała pierwsza jednostka w sile dwóch GBA 2,5/16 była już cała objęta pożarem. Ozdobny drewniany i malowany płot (zero wytrzymałości - tylko ozdobny wygląd, wysoki na jakieś 1,2-1,4m) odgradzał posesję jednocześnie otaczając coś ala ogródek kwiatowy przyległy do zagrożonego budynku mieszkalnego (drewniany dach, kryty papą). W drodze były 3 GCBA, ale miały dotrzeć dopiero za kilka minut, a dach budynku zaczynał już się dymić. Jedno GBA wjechało na podwórko, drugie stanęło na drodze - podały po 2 prądy wody w obronie na zagrożony budynek. Dowódca kazał usunąć część płotku przeszkadzającą strażakom w postawieniu drabiny (był wieczór, z poziomu ziemi nie było dokładnie widać sytuacji na dachu, chciał wiedzieć jak źle to wygląda) i ograniczający możliwości manewru linii gaśniczych. Na dodatek płotek zaczynał się już zajmować ogniem od strony płonącej stodoły i za parę minut zaczął by się palić. Tyle, że to był ozdobny badziew, i jak go szarpnęli to się rozwalił na znacznie większym odcinku niż było planowane. Gdy praktycznie jednocześnie dojechały 3 GCBA - 1 z PSP i 2 z OSP - oraz potwierdzono, że w drodze są dalsze 2 GBA to dwa GCBA zajęły miejsca GBA które zostały wysłane po wodę a trzeci (zbiornik 11tyś litrów, wydajność działka 3200) z działka zaczął "kosić" część stodoły od strony budynku mieszkalnego tak by się zawaliła do wewnątrz.

Argumenty skarżącego (w dużym uproszczeniu):
Jak dowodził ten z OSP to zamiast gasić stodołę to lali sobie na moją posesję wodę bez potrzeby, krzyczałem by gasili płot i stodołę ale nie słuchali! I kazali mi się wynosić! Dopiero jak przyjechało PSP to dowódca stamtąd kazał gasić stodołę! Ale płotku już nie było bo zniszczyli! A teraz jeden drugiego kryje bo obaj strażacy i dlatego mówią, że wszystko było jak powinno!

PSP popiera decyzję dowódcy, prawnik od samorządu też jest, ale co się nerwów dowódca naje to jego i co czasu natraci włócząc się po sądach też jego. Takie sprawy powinny po zapoznaniu się przez sędziego z faktami i otrzymaniu opinii z PSP umarzane z automatu, a tu wygląda na to, że się będzie wlokło i wlokło, bo nawet jak ćwok przegra to napewno będzie się odwoływał...
Dodam, że prywatnie rodziny dowódcy i "poszkodowanego" się znają i żyją jak Kargul z Pawlakiem z samych swoich. On jest z młodszego pokolenia i chciał być ponadto, zachował się profesjonalnie, no to ma...

Wolę nie myśleć co to by było jak by się u takiego debila o drzewo ktoś samochodem rozbił i byśmy je wycięli, żeby szybciej poszkodowanych ewakuować. W świetle obecnych przepisów mieli byśmy prze******.

A mnie chodzi o reguły - kiedyś z założenia chroniły niosących pomoc, teraz z założenia mają doprowadzić do znalezienia i ukarania winnego - nawet jak nikt winny nie jest. Jak choćby kilka lat wstecz - u nas w rejonie strażak prowadzący GBA dostał mandat za zarysowanie samochodu zaparkowanego na boku drogi. Jedynej, wąziutkiej, wiejskiej drogi prowadzącej do płonących zabudowań, zastawionej samochodami gapiów, którzy przyjechali z okolicy obejrzeć spektakl pod tytułem "płonący dom". Strażak wracał z wodą, bo tej cały czas brakowało i zarysował wystający nieco bardziej na drogę samochód. Samochód którego właściciel - gdyby przepisy były normalne - powinien dostać taki mandat, żeby się nie pozbierał!

EDIT: Nie wiem na jakim etapie jest teraz sprawa o płot - wolę się nie wychylać, żebym przypadkiem jeszcze świadkiem nie został. Bo póki co sąd wciąż mi wisi kasę za świadkowanie w innej sprawie i nie wygląda żebym miał ją kiedyś zobaczyć.

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » pn 02 sty 2017, 19:43

W dużym uproszczeniu wyglądać będzie to zapewne tak.
Teraz "biegły" będzie miał dylemat.Będzie musiał stwierdzić cz prowadzona akcja była robiona w sposób prawidłowy a polecenia które padły były jednymi właściwymi w zaistniałej sytuacji.Bo ciekaw jestem co "biegły" zrobiłby gdyby "poszkodowany" powiedział że niszczenie płotka celem ustawiania drabiny było niepotrzebne bo np.dowódca mógł wejść na dach wozu bojowego będącego na podwórku lub drodze,dzięki czemu widział by to samo co z drabiny.
Gdyby doszło do sytuacji w której przepisy chroniły by wszystkich bez względu na podejmowane decyzje i nie brało by się odpowiedzialności za konsekwencję jakie wynikły z powodu takiej a nie innej decyzji to nikt nie patrzyłby na to, aby minimalizować straty jakie dokonuje się w czsaie wykonywania akcji ratowniczej.W pewnym momencie dochodziło by do demolki wszystkiego co stało by na drodze bo przecież przepis na to pozwala.
Po to właśnie stworzono procedury,aby wyeliminować jak najwięcej nieprawidłowości spowodowanych "samowolką" w czasie dowodzenia za którą nie będzie miał kto odpowiadać.Działasz zgodnie z procedurami jesteś kryty jeśłi nie pamietaj że możesz mieć kłopoty za które będziesz odpowiadał. Gdygy przepisy chroniły w "ciemno" to każdy będzie się nim zasłaniał, nawet w momencie kiedy będzie wiedział że żle zrobił, a będą i tacy którzy świadomie i pełną premedytacją będą działać nieprawidłowo tylko dlatego bo będzie szybciej łatwiej a straty i koszty jakie z tego wynikną można olać.

kronikarz
Posty: 241
Rejestracja: ndz 23 sie 2009, 12:08
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: kronikarz » pt 06 sty 2017, 11:25

Przejmujecie się szkoleniami. Olejcie to. Poświęcacie swój wolny czas na szkolenia, akcje, badania lekarskie. Stawiane są wymogi zdrowotne i szkoleniowe, a za to jakieś grosze otrzymujecie. Obecnie organizuje się tak zwaną obronę terytorialną gdzie przyjmowani będą nawet z kategoria zdrowia D i jeszcze dostana po 500 złotych za to, że będą gotowi brać udział w akcjach powodziowych i innych tam. Moja propozycja jest taka aby olać te wszystkie wymogi i zobaczymy co zrobią jak zostaną tylko chętni do działania ale bez szkoleń i badań. Czy PSP poradzi sobie sama w działaniach zobaczymy po paru miesiącach.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » pt 06 sty 2017, 12:29

@kronikarz
Od dawna powtarzam, że potrzebny jest masowy bunt OSP, ale do tego potrzebny jest prezes Związku z jajami, a na to się raczej nie zanosi... Poza tym nawet tu na forum są ludzie którzy uważają, że nawet w ramach protestu nie można odmówić wyjazdów... Bez oddolnej woli zmian nic się nie zmieni...

No ale odeszliśmy od tematu :) Raz jeszcze powtórzę - szkolenie podstawowe powinno być jak najkrótsze a najlepiej możliwość podejścia od razu do egzaminu, po przygotowaniu w jednostce (opcja dla chętnych, kto chce może chodzić na pełny kurs). Potem, w ramach doszkalania jak najbardziej może być dużo różnych kursów, ale rozdmuchiwanie podstawowego to błąd.

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » pt 06 sty 2017, 12:38

Zatem według Twojego myślenia o jak najkrótszym szkoleniu podstawowym, jakie zadania w czasie akcji będzie mógł ów ochotnik wykonywać.

Feniks
Posty: 141
Rejestracja: pt 09 sie 2013, 18:23
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: Feniks » pt 06 sty 2017, 13:04

Hmm... Każde poza dowodzeniem i KPP bo na to są wymagane oddzielne kursy?

jgk
Posty: 40
Rejestracja: wt 08 gru 2015, 20:17
Status: Offline

Re: Szkolenie z 1997r

Postautor: jgk » sob 07 sty 2017, 15:03

Aha zatem zastanówmy się poza KPP i dowodzenia strażak będzie mógł gasić pożary np traw ok to tylko tłumica ale również niejednokrotnie umiejętność posługiwania się radiem nasobnym,rozwinięcia w zależności od sytuacji oraz wiele innych zagadnień poprzez sikanie wodą z prądownicy powiedzmy da radę, ale może się zdarzyć że gasząc pożar będzie potrzebne ODO zatem jest potrzeba zrobienia kursu.Idźmy dalej wypadek przydało by się posiadać kurs techniczny jeśli będzie potrzeba uwalniania osoby poszkodowanej, może również dojść do pożaru pojazdu w niesprzyjających warunkach znowu pomocne ODO.Itd.Tak się składa że jest wiele zagrożeń z którymi można się spotkać w czasie akcji i trzeba na nie być przygotowanym a nie po dojechaniu stać i patrzeć dlatego że nie mam uprawnień lub nie wiem jak to obsługiwać.To jedno.Co do kursu KPP jest wymóg mówiący że na wozie ma być min 4 z kursem KPP.Poczytaj przepisy.Wracając do samego kursu podstawowego masz w nim wszystko co jest niezbędne do działania na miejscu zdarzenia.
Podaj etap szkolenia zawartego w kursie podstawowym który według Ciebie jest zbędny ponieważ nigdy nie dojdzie do sytuacji w której ochotnicy wykorzystają ową część szkolenia.

Wróć do „Szkolenia pożarnicze”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zaloguj się  •  Zarejestruj się