Lizak policyjny

Wszelkie sprawy dotyczące Straży Pożarnych od strony prawnej.

Blaufox
Posty: 31
Rejestracja: śr 01 lut 2006, 20:45
Lokalizacja: Lubelskie
Kontakt:
Status: Offline

Post autor: Blaufox » wt 11 gru 2007, 08:13

Ratownicy drogowi to członkowie Polskiego Związku Motorowego i Automobilklubów. Na początku przechodzą szkolenie wstępne z resuscytacji, zabezpieczenia miejsca wypadku, przepisów prawnych, zabezpieczenia śladów hamowania (niezwykle istotne przy padającym deszczu lub śniegu albo kiedy trzeba pociąć "na kawałki" któreś z aut i potem trudno byłoby ustalić szczegóły) i tego typu kwestie. Takie szkolenia kontrolne przeprowadzane są potem conajmniej raz w roku. Są to zajęcia prowadzone przez lekarzy i inny personel medyczny, policjantów ruchu drogowego i prawników, często policyjnych. Ratownicy - zwykle - wyposażeni są w profesjonalne apteczki w których znajdują się choćby tak ważne akcesoria jak maseczka do sztucznego oddychania, szyny usztywniające, kołnierze usztywniające dla dorosłych i dzieci, bandaże których nie trzeba zapinać, wiązać itp - po prostu zawija się i on się trzyma bez mocowań. Moja apteczka jest wielkości powiedzmy około 20 apteczek "tradycyjnych" sprzedawanych w sklepach, na stacjach benzynowych itp.

Poza tym każdy ratownik - już obok tych conajmniej corocznych, a bywa częściej szkoleń - biorą udział w sprawdzianach. regionalnych i ogólnopolskich. Wielu ratowników drogowych to pracownicy służby zdrowia (ale to nie jest wymóg!!!), niektórzy z nas to zawodowi (lub byli) ratownicy medyczni. Ja osobiście byłem ratownikiem zespołu reanimacyjnego, a w Lublinie mamy też ludzi z zespołów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mam pewną satysfakcję, bo pięć lat temu na Mistrzostwach Polski w Poznaniu uzyskałem lepszy wynik od zawodowego zespołu lotniczego! Zwykle działamy wspólnie, w dwójkach. Uczestniczymy w akcjach "Znicz" gdzie wspólnie z Policją patrolujemy ustalone trasy. Zabezpieczamy rajdy (wyścigi) samochodowe, wielu z nas ścigało się w takich rajdach :)
Ratownik drogowy to ktoś, komu chce się stale podnosić swój poziom umiejętności. Szkolenia prowadzone są w szkołach ratownictwa medycznego itp. Osobiście przeżyłem jeden wypadek. Nie udało mi się uratować życia starszemu człowiekowi po czołówce auta osobowego z ciężarówką. reanimowałem pół godziny. Potem kolejne pół godziny reanimował zespół wypadkowy pogotowia Ratunkowego. Bez skutku. Zmarły miał zapięte pasy bezpieczeństwa. Siedział z przodu auta jako pasażer. Jego żona siedziała za kierowcą z tyłu. NIE MIAŁA ZAPIĘTYCH PASÓW ! Kiedy doszło do wypadku przeleciała do przodu, pasy przecież jej nie trzymały i urwała kręgosłup swojemu mężowi. Tak też bywa. Mam sukcesy, mam porażki. mam też satysfakcję, że kiedy jadę na pożar albo kiedy widzę wypadek - nie panikuję, kiedy człowiekowi dzieje się krzywda. Doskonale wiem, krok po kroku, co mam zrobić, by nie zwiększać zagrożenia, by nie dać się zabić samemu (ludzie przygodni często patrzą na to by "ratować rannych" i sami dostają się pod koła samochodu, bo nie zabezpieczyli dobrze miejsca zdarzenia) a jeśli to tylko możliwe by uratować wszystkich, którzy byli uczestnikami wypadku. zachęcam każdego Forumowicza. Skoro chcecie być skuteczni - to najpierw pomyślcie, potem zabezpieczcie miejsce zdarzenia a dopiero potem biegnijcie do rannych. Kupcie sobie (ja dostałem) conajmniej rolkę białoczerwonej taśmy, którą w razie konieczności "ogrodzicie" wypadek, kupcie sobie choćby bursztynowego (pomarańczowego) "koguta". Z daleka będzie Was widać. I nigdy nie czujcie się zawodowcami. Rutyna zabija!

Jeżeli chodzi o wyposażenie, to ci najlepsi ratownicy otrzymują taki sprzęt. Mój został zfinansowany przez wojewodę lubelskiego.
Ratownicy drogowi z wieloletnim stażem (szkolenia są prowadzone na różnym poziomie) z czasem mogą zostać nawet instruktorami ratownictwa, co upoważnia do prowadzenia zajęć z nauki pomocy przedmedycznej w szkołach, klubach itp. Mam takie uprawnienia. Tego swoistego zaszczytu dostąpić można jednak naprawdę po wielokrotnym sprawdzeniu umiejętności i nie jest to łatwe.

piokna
Posty: 8
Rejestracja: śr 21 lis 2007, 20:42
Status: Offline

Post autor: piokna » wt 11 gru 2007, 10:47

witam. nawiazujac do tematu...hm..od czasu kiedy podczas prowadzenia jednej z akcji ratowniczej przy wypadku drogowym rozpedzony tir wyskoczyl z zakretu i zatrzymal sie na naszym wozie ratowniczym(na szczescie pustym) nie zastanawiamy sie czy mozemy kierowac ruchem.W tym czasie dwoch ratowników zakladalo kołnierz poszkodowanemu w rozbitym aucie i slyszac pisk opon ciezarówki sami zwątpili co maja robic?;czyje zycie ratowac?oczywiscie w tym czasie bylo dwoch policjantow ktorzy prowadzili swoje czynności na miejscu,poprostu bylo ich za mala ilość zeby kierowac ruchem.I jak tu nie pomóc policji i sobie oczywiście....?

PiotrG
Posty: 185
Rejestracja: sob 19 sie 2006, 14:20
Lokalizacja: pomorskie
Status: Offline

Post autor: PiotrG » wt 11 gru 2007, 12:17

piokna pisze:witam. nawiazujac do tematu...hm..od czasu kiedy podczas prowadzenia jednej z akcji ratowniczej przy wypadku drogowym rozpedzony tir wyskoczyl z zakretu i zatrzymal sie na naszym wozie ratowniczym....
Patrząc na ten opis, to raczej było źle zabezpieczone miejsce zdarzenia - jakaś informacja powinna być przed zakrętem, który jak wnioskuję, był niewidoczny (ale to tylko moje dywagacje, nie byłem na miejscu więc nie będę się wypowiadał dalej bo i nie znam też wszystkich faktów. Dobrze jest oceniać inych niż samemu coś zrobić i być oceniamym).
Jak już wcześniej pisano, powinniśmy mieć możliwość prawną kierowania ruchem poczas zadrzeń, ale niestety nasi ustawodawcy do tej pory nic w tej kwestii nie zrobili - zobaczymy teraz co zrobi Pawlak i jego ekipa.

Dzięki kolego Blaufox za wyjaśnienia. Z tego wynika, że Ratownik Drogowy to raczej Ratownik Medyczny tylko bez uprawnień jakie posiada Ratownik Medyczny (np. ratownik drogowy nie może zawodowo jeździć w karetce, czy prowadzić szkolenia tzw. recertyfikacyjnego dla ratowników KSRG).
Faktycznie warto odbyć takie szkolenie Ratownika Drogowego.
Czy z tymi szkoleniami wiążą się jakieś koszty, które musiałbym ponieść, albo czy istnieje jakaś szansa przeprowadzenia takiego szkolenia np. dla strażaków ochotników?
Pozdrwaiam

Blaufox
Posty: 31
Rejestracja: śr 01 lut 2006, 20:45
Lokalizacja: Lubelskie
Kontakt:
Status: Offline

Post autor: Blaufox » śr 12 gru 2007, 08:07

1. Jeżeli wypadek miał miejsce na zakręcie, należało postawić trójkąty jeszcze przed zakrętem, na samym zakręcie i przed samym miejscem zdarzenia. jeżeli nie dysponowaliście dwoma trójkątami (ja mam dwa plus ewentualnie jeden trójkąt uczestnika wypadku) TRZEBA BYŁO PRZED ZAKRĘTEM POSTAWIĆ JEDNEGO Z RATOWNIKÓW UBRANEGO W ODBLASKOWĄ KAMIZELKĘ. Kierowca TIRa pewnie jechał zbyt szybko, ale to nie tłumaczy Was. Inna sprawa, że mógł to być po prostu zbieg okoliczności.....
2. Już to pisałem. Ratownik najpierw ma zadbać o miejsce zdarzenia, a więc także o siebie. Najpierw ustawia trójkąty, oznacza miejsce wypadku, a dopiero potem wyłącza stacyjki w rozbitych autach i jeszcze później zabiera się za poszkodowanych, zaczynając od tych, których uzna za najbardziej rannych. To, że Wam się zdarzyło to, co się zdarzyło - jest dla Was nauczką. W dwie - trzy osoby można sobie zorganizować pracę. Ale człowiek uczy się całe życie. To nasze frycowe :( Tylko ten, kto nic nie robi, ten nie popełnia błędów. Chodzi o to, by błędy nie były "droższe" niż sukcesy.
3. Ratowników drogowych szkolą automobilkluby. W naszym lubelskim jest m.in. Komisja Ruchu Drogowego. Członkowie Klubu chodzą po szkołach, organizują pokazy, organizują zawody dlka amatorów, oczywiście że są sekscje - motocross, karting, auta zabytkowe.... Żeby być członkiem klubu trzeba się do niego zapisać, opłacić składkę członkowską, uczestniczyć w spotkaniach, działaniach klubu. Kursy ratownictwa (te podstawowe) u nas są organizowane coi najmniej raz w roku i są darmowe DLA CZŁONKÓW AUTOMOBILKLUBU LUBELSKIEGO. Inni mogą uczestniczyć za odpłatnością. Więcej informacji o działalności automobliklubów szukaj na stronie Polskiego Związku Motorowego. Tam znajdziesz Twój najbliższy oddział i automobilklub.
4. Pamiętajmy, że jako ci, którzy "najedziemy" na wypadek jako pierwsi zgodnie z przepisami powinniśmy podjąć akcję ratowniczą. na kursach mówią aż do znudzenia jaka jest kolejność. Ja nie pisałem o POWIADOMIENIU SŁUŻB RATOWNICZYCH, ale to jest tak oczywiste, że aż! Jeśli są dwie osoby - zawsze jedna zostaje "kierownikiem", dowodzi akcją. Nie ma koleżeństwa i nie ma wszyscy robimy wszystko!!! jest jeden KOORDYNATOR. On decyduje kto i co robi. On ma prawo rozkazać gapiom zadzwonić na 112, czy po prostu wezwać służby zawodowe. Każdy, kto odmawia wykonania takiego polecenia (jeśli to np kierowca jakiegoś auta) mimo polecenia wydanego przez koordynatora i odjedzie z miejsca wypadku (spisujemy numer rejestracyjny, pytamy o nazwisko) może być postawiony przed sądem za nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku!
5. Zdrowy rozsądek. To jednak na koniec. Przepisy sobie a życie sobie. Każda sytuacja jest inna. Tak jak w gaszeniu pożarów należy postępować w ratowaniu ofiar wypadków: mądrze, bezpiecznie, rozsądnie. I odważnie, Jeżeli będziesz się bać - mimo umiejętności - zrobienia masażu serca, być może ten człowiek umrze! Lepiej robić źle sztuczne oddychanie - za słabo, wtłaczając zbyt mało powietrza do płuc rannego, niż nie robić tego w ogóle. Lepiej połamać komuś żebra, żeby masaż serca był skuteczny, niż powiedzieć - nie złamię żeber, bo mogę uszkodzić serce i nie robię nic.... ratownik ma wybór. Strażak też nie musi ryzykować życiem wchodząc do płonącego budynku. A jednak wielu to robi wynosząc nieprzytomnych z ognia. Każda sytuacja jest inna. Po to się ćwiczy, ćwiczy, ćwiczy.... nawet, kiedy nigdy nie trzeba swoich umiejętności wykorzystywać. I obyśmy nigdy nie musieli :)

piokna
Posty: 8
Rejestracja: śr 21 lis 2007, 20:42
Status: Offline

Post autor: piokna » śr 12 gru 2007, 17:54

dokładnie PiotrzeG.miejsce wypadku nie bylo zabezpieczone tak jak trzeba.policja zjawila sie pierwsza na miejscu wiec wiadomo kto to powinien zrobic.a my pewni, ze jest zabezpieczone podjelismy dzialania ratowania czlowieka uwiezionego w aucie.a i bylo w tym troche przypadku.zreszta wiadomo jak to wszystko szybko sie dzieje podczas takich akcji.Kazda z nich jest inna.Pozdrawiam

Blaufox
Posty: 31
Rejestracja: śr 01 lut 2006, 20:45
Lokalizacja: Lubelskie
Kontakt:
Status: Offline

Post autor: Blaufox » śr 12 gru 2007, 18:36

Piokna, ważne że Wam nic się nie stało. A policjanci?.... Qrczę, ja to tak sobie myślę, że czasami odrobina nieuwagi, moment może decydować o czyimś życiu. Także o życiu tych, którzy przecież pojechali ratować życie innych. Dlatego musimy uważać. Uważać za siebie i za innych. I tak pewnie czassami i to nie wystarczy..... Cóż, bywa. Pozdrówka dla wszystkich!

PREZES OSP
Posty: 19
Rejestracja: sob 29 gru 2007, 22:28
Status: Offline

kierowanie ruchem

Post autor: PREZES OSP » ndz 30 gru 2007, 09:46

Na terenie naszego Powiatu Komenda powiatowa Policji przeprowadziła za zgodą komendy głównej szkolenie dla strażaków ochotników kierowanie ruchem drogowym podczas akcji ratowniczo-gaśniczych.

PiotrG
Posty: 185
Rejestracja: sob 19 sie 2006, 14:20
Lokalizacja: pomorskie
Status: Offline

Re: kierowanie ruchem

Post autor: PiotrG » ndz 30 gru 2007, 20:54

PREZES OSP pisze:Na terenie naszego Powiatu Komenda powiatowa Policji przeprowadziła za zgodą komendy głównej szkolenie dla strażaków ochotników kierowanie ruchem drogowym podczas akcji ratowniczo-gaśniczych.
Witam
I co wam to dało ?? - oczywiście poza fachową wiedzą jak "kierować ruchem drogowym".
Policji jest to na rękę, że ich wyręczamy w tej czynności, ale puki co (powtórzę się) NIE MAMY UPRAWNIEŃ DO TEGO - nawet gdyby sam Komendant Główny Policji takie szkolenie przeoprowadził.
Pozdrawiam

PREZES OSP
Posty: 19
Rejestracja: sob 29 gru 2007, 22:28
Status: Offline

lizak

Post autor: PREZES OSP » ndz 30 gru 2007, 21:59

To dało że strażacy wiedzą jak się zachować podczas takiej czynności.W większości przypadków policja dociera na miejsce zdarzenia na czas ale bywają przypadki że trzeba sobie radzić samemu.

Pedros
Posty: 35
Rejestracja: czw 16 wrz 2004, 13:51
Status: Offline

Post autor: Pedros » wt 01 sty 2008, 11:46

Cały czas nie wszyscy rozumieją o co chodzi.
Jak widac na próżno fireman-1 i PiotrG próbują wytłumaczyć - w prosty sposób o co chodzi w tym całym "kierowaniu ruchem".
Ale jak widać zawsze toś czegoś tam nie zrozumie. Koledzy, którzy martwią się, że policja nie przyjechała na czas i przez to utworzył się kilkukilometrowy korek powinni wiedzieć, że każdy ma swoje zadania na miejscu wypadku.
Czy policja robi dostep o poszkodowanego?
Czy załoga pogotowia odłącza akumulator?
Oczywiście, że nie. Więc dlaczego OSP chce robić cos co należy do zadań policji? Czy rozumiecie, że wydawanie poleceń pojazdom wiąże się z ogromną odpowiedzialnością? Że jeśli na skutek waszego "kierowania" jeden pojazd choćby delikatnie "stuknie" inny to wine ponosicie wy?
Dlatego - wzorem PSP - stwarzamy sobie miejsce do pracy. zastawiamy miejsce zdarzenia własnym samochodem ratowniczym. Ustawiamy pachołki i jakiś znak typu "uwaga wypadek" lub choćby trójkąt ostrzegawczy tak aby nasze miejsce pracy, i dostęp do samochodu były bezpieczne. I zajmujemy tyle pasów jezdni ile potrzeba. Nie martwimy sie że blokujemy ruch - od tego jest policja.

Pozdrawiam
ODPOWIEDZ